Projekt do druku czy do internetu?

Często słyszę to pytanie: „Przecież projekt to projekt, co za różnica, gdzie trafi?”. Jako grafik biorę wtedy głęboki oddech i wyjaśniam, że przygotowanie grafiki na Instagram i przygotowanie jej na wielki billboard to dwie zupełnie różne dyscypliny. Łączy je estetyka, ale dzieli je niemal wszystko inne czyli technika, format, filozofia pracy.
Dziś zabieram Cię za kulisy. Pokażę, dlaczego tych dwóch światów nie można traktować zamiennie i co powinieneś wiedzieć, zanim zlecisz projekt.
Rozdzielczość: DPI kontra PPI
To tutaj najczęściej dochodzi do nieporozumień i do strat finansowych.
W internecie liczy się piksel. Ekran ma ich określoną, skończoną liczbę, a standardem od dekad jest 72 PPI (piksele na cal). Obrazek o wymiarach 1000 × 1000 pikseli będzie wyglądał ostro na każdym monitorze pod warunkiem, że go drastycznie nie powiększysz. Współczesne ekrany Retina i OLED podwoiły lub potroiły gęstość pikseli, więc coraz częściej pracuję w standardzie 144–192 PPI dla interfejsów webowych i aplikacji mobilnych, ale zasada pozostaje ta sama: piksel rządzi.
W druku rządzą kropki farby. Aby wydruk był ostry, szczegółowy i nie „pikselował” nawet przy bliskim oglądaniu, potrzebujemy minimum 300 DPI (punkty na cal). Dla materiałów oglądanych z bliska tj. wizytówki, opakowania, katalogi luksusowych produktów, standardem bywa nawet 400–600 DPI. Przy wielkich formatach, jak bannery czy billboardy, oglądane z odległości kilku metrów, można zejść do 72–150 DPI, ale to wynika z kalkulacji odległości widza, nie z oszczędności.
Praktyczna konsekwencja: zdjęcie pobrane ze strony internetowej wygląda świetnie na ekranie, ale po wydrukowaniu na ulotce A5 będzie rozmazane i nieczytelne. W drugą stronę, projekt przygotowany do druku ma rozmiar pliku rzędu dziesiątek megabajtów. Nie nadaje się do szybkiego ładowania w sieci i nikt nie będzie na niego czekał.
Przestrzeń barwna: RGB kontra CMYK
To aspekt, o którym już wspominałam na blogu, a który potrafi boleśnie zaskoczyć przy odbiorze wydruku.
Ekrany pracują w modelu RGB (czerwony, zielony, niebieski). Kolory powstają przez emisję światła, mieszanie barw daje jasność, a pełne nasycenie wszystkich kanałów daje biel. Paleta RGB jest bardzo szeroka i pozwala uzyskać kolory intensywne, niemal świecące.
Drukarki offsetowe i cyfrowe pracują w modelu CMYK (cyjan, magenta, żółty, czarny). Tutaj kolory powstają przez pochłanianie światła — nakładanie farb daje ciemność. Paleta CMYK jest węższa niż RGB. Oznacza to jedno: część kolorów, które widzisz na ekranie, fizycznie nie istnieje w druku. Elektryczna zieleń, neonowy błękit czy intensywna pomarańcz — po wydrukowaniu mogą wyglądać przyciemniająco lub matowo.
Dlatego każdy projekt przeznaczony do druku przygotowuję od początku w profilu CMYK lub konwertuję go z pełną kontrolą nad wynikiem. Projekty „zrzucone” do PDF bez konwersji barwnej to najczęstszy powód reklamacji wydruków.
Spady i marginesy bezpieczeństwa
W internecie projekt ma idealne krawędzie. Jeśli przycisk ma 200 pikseli, to wyświetli się jako 200 pikseli.
W druku musimy brać poprawkę na… fizykę. Poniżej wstawiam przykład projektu wizytówki do druki. Widzimy szerokość i wysokość netto plus brutto czyli dodane zostały spady.

Spady: Maszyny tnące papier tj. gilotyny i wykrawaki nie są idealnie precyzyjne. Przy każdym cięciu istnieje ryzyko przesunięcia o 1–3 mm. Jeśli projekt ma białe tło i tło kończy się dokładnie na linii cięcia, przesunięcie odsłoni krawędź papieru. Dlatego każdy element tła, zdjęcia czy kolorowej płaszczyzny musi „wylewać się” poza format czyli standardowo o 3 mm z każdej strony.
Margines bezpieczeństwa: Odwrotna zasada dotyczy treści. Ważne teksty, logo i kluczowe elementy graficzne muszą znajdować się w odległości minimum 3–5 mm od krawędzi cięcia. Zbyt blisko i gilotyna odcina fragment słowa lub logo.
W projektach internetowych żadne z tych pojęć nie istnieje. Tam operujemy tym, co fizycznie mieści się na ekranie telefonu, tabletu czy monitora i projektujemy tak, by treść była zawsze widoczna i dostępna.
Formaty plików: każdy ma swój dom
Nie każdy plik przyjmie drukarnia i nie każdy plik otworzy się poprawnie w przeglądarce.
Internet preferuje:
- JPG – zdjęcia i fotografie, dobry balans jakości i wagi
- PNG – grafiki z przezroczystością, elementy interfejsu
- SVG – ikony, logotypy i ilustracje wektorowe, które wyglądają ostro w każdym rozmiarze
- WebP – nowoczesny format łączący zalety JPG i PNG przy mniejszej wadze pliku
Druk wymaga:
- PDF/X – branżowy standard, gwarantujący zachowanie czcionek, profili barwnych i spadów
- TIFF – najwyższa jakość rastrowa bez kompresji stratnej, stosowany w wydawnictwach
- Pliki wektorowe (AI, EPS, PDF wektorowy) – skalowalne bez utraty jakości, niezbędne przy logotypach i identyfikacji wizualnej
Pliki JPG ze strony internetowej nie nadają się do druku nie dlatego, że format jest zły, ale dlatego, że rozdzielczość i wymiary są zbyt małe.
Interaktywność kontra statyczność
To największa różnica filozoficzna między projektowaniem dla sieci (UX/UI) a projektowaniem dla druku (DTP).
Projekt webowy żyje. Ma animacje, przyciski reagujące na kursor, linki prowadzące do kolejnych podstron i formularzy. Jest responsywny czyli jeden projekt musi działać na ekranie zegarka, smartfona, tabletu i telewizora. Projektując dla internetu, myślę o hierarchii informacji, ścieżce użytkownika i czasie ładowania.
Projekt drukowany jest niezmienialny. Kiedy farba wyschnie, nic już nie poprawisz. Tu liczy się coś, czego ekran nigdy nie zastąpi: dotyk, faktura papieru, zapach świeżego druku, gramatura kartonu i to, jak ulotka leży w dłoni. Fizyczność materiału staje się częścią komunikatu. Zamiast klikalnego linku używam kodu QR; zamiast animacji – fotografii z charakterem.
Oba podejścia wymagają innych narzędzi, innego myślenia i innego doświadczenia.
Dlaczego warto o tym pamiętać, zanim zlecisz projekt?
Przygotowanie projektu „pod klucz” do konkretnego medium to gwarancja, że Twój budżet pracuje efektywnie. Próba przerobienia ulotki na post w mediach społecznościowych lub odwrotnie bez odpowiedniej korekty technicznej niemal zawsze kończy się widocznym spadkiem jakości albo niespodziewaną fakturą za poprawki przed drukiem.
Jako grafik dbam o to, byś w obu tych światach prezentował się profesjonalnie, niezależnie od tego, czy Twoim celem jest papier czy piksel. Dobry projekt zaczyna się od jednego pytania zadanego na początku współpracy, a nie od paniki dzień przed drukiem.
Masz pomysł, ale nie wiesz, od czego zacząć? Napisz do mnie, dobierzemy właściwe parametry techniczne już na etapie briefu i unikniemy kosztownych niespodzianek.


